*SZYBKA TRÓJKA* - Zapachy introwertyczne
Na pewnym poziomie perfumeryjnej pasji przestaje nam zależeć by pachnieć dla całego świata. Nie potrzebujemy akrobacji akordów, rewolucji nut, ani zasięgu rażenia wyczuwalnego za rogiem ulicy. Albo po prostu mamy takie dni. Prywatne, ciche, swoje. Wtedy sięgamy po perfumy introwertyczne. Perfumy niby-nic. Dla nas samych, osoby najbliższej i piękna zapachu.
Bliskość i cisza. Czy tego nie potrzebujemy po tygodniu bycia bombardowanym przez informacje, głosy i obrazy? Lub w ponury niedzielny poranek, kiedy zewnętrzny świat zdaje się bratać z wszystkimi okropnościami pogody przeciwko nam?
Zapachy introwertyczne nie muszą być infantylne, nudne i słabe. One po prostu nie krzyczą. Potrzebują czasu, uwagi, bliskiego obcowania, przytulenia. Ocieplają bez podkręcania temperatury do poziomu grożącego poparzeniem. Snują miękką melodię, często długo, godzinami. Wystarczy się wsłuchać.
Projekcja nie gra tu roli, bo pachniemy dla siebie. Trwałość zależy oczywiście od kompozycji, ale również od dobrze nawilżonej, wypoczętej skóry, wyspanego nosa i skupienia. Wyeliminuj nadmiar bodźców. Klekot radia zastąp dronem lub klasyką z winylu. Kakofonię kolorów rozbiel dużą kawą z mlekiem w białej filiżance, a sztywną koszulę zamień na oversizową miękką bluzę albo nie wychodź z piżamy. I posłuchaj nut miękkiego sandałowca, przestrzennych aldehydów, pudrowego irysa, mlecznego piżma … i swojskiej marchewki.
Etat Libre d’Orange, She Was An Anomaly
Przebudzenie…
Choć najnowsza propozycja lubującej się w kontrowersjach paryskiej marki jest pierwszym zapachem, w którym perfumiarza wspomagał robot, nie mógł on zabrzmieć bardziej naturalnie. She Was An Anomaly Etat Libre d’Orange poświęciło Ninie Simone i Stanleyowi Kubrickowi, a jego twórczyni – Daniela Andrier tworzyła go wespół w zespół z Carto, narzędziem napędzanym przez Sztuczną Inteligencję opracowanym przez Givaudan. „Podałam mu znane i kochane składniki, a Carto zasugerował przedawkowanie dwóch z nich. Ja zajęłam się resztą” – mówi perfumiarka.
Co otrzymaliśmy w efekcie? Anomalię? Nic z tych rzeczy. Ten zapach to subtelny, czysty tercet na nutę pudrowego irysa, komfortowego sandałowca i kilka piżm. Tak powinna pachnieć skóra po przebudzeniu! Lekko, naturalnie, bez wysiłku, uwolniona od całego tygodnia. Trzy kluczowe składniki dopełniają w kompozycji nuty tangerynki, białych kwiatów, cedru i wanilii. Możliwe, że ta ostatnia jest odpowiedzialna za to, że w późniejszym etapie rozwoju zapachu czuję w nim bezową mgiełkę. Lekko słodkie bezy jedzone w łóżku tuż po przebudzeniu. Skusicie się?
Kompozycja kwiatowo-drzewnie-piżmowa
Pudrowa, naturalna, lekko słodka
Nuty: tangerynka, irys, cedr, białe kwiaty, skóra, piżmo, sandałowiec, wanilia
W Sephora i Lulua
Diptyque, Fleur de Peau
Szelest papieru…
Stworzony w ubiegłym roku dla upamiętnienia 50 rocznicy powstania marki Diptyque zapach Fleur de Peau od momentu pierwszego powąchania zawsze kojarzył mi się z czystością papieru. Świeżego, miękko-szorstkiego. Siadasz na łóżku bierzesz do rąk gazetę, rozpościerasz jej szpalty i czujesz ten aromat. Wdychasz go i czytasz już tylko dobre wiadomości. Fleur de Peau to po polsku Kwiat Skóry. Który kwiat pachnie naturalnie czystą skórą? Według Oliviera Pescheux to irys, którego w piękny sposób oddał w sercu kompozycji.
Otwarcie jest żywe i przestrzenne. Bergamotka z pomarańczą oraz odrobiną różowego pieprzu dryfują na falach unoszących zapach do góry aldehydów. W sercu do głosu dochodzi piżmo tańczące między świeżo-pudrowymi nutami irysa podbite dodatkowo ambrettolidem. To introwertyczne serce rozświetla kropla tureckiej róży, która prowadzi nas do bazy zapachu, w której swój cielesny aromat roztacza szara ambra w towarzystwie… marchewki. Taniec zapachu na skórze pięknie zilustrowano po obu stronach owalnej etykiety. Psychodeliczne kształty opowiadają grecki mit o księżniczce szaleńczo zakochanej w synu Afrodyty. Czarno-białe linie brzmią jak drukowane na białym papierze czarne litery.
Kompozycja kwiatowo-aldehydowo-piżmowa
Świeża, cielesna, przestrzenna…
Nuty: aldehydy, dzięgiel, różowy pieprz, bergamotka, róża turecka, irys, ziarna ambrette, ambra, piżmo, drzewo bursztynowe, marchewka, skora, sandałowiec
W GaliLu
L’Orchestre Parfum, Piano Santal
Na mleczną nutę...
Pierre Guguen w swoich zapachach inspirowanych instrumentami zabiera nas w różne muzyczne rejony świata. Nie spodziewacie się jednak gdzie zaprasza nas w swojej ostatniej, premierowej kompozycji! Do wnętrza pianina! Tym razem inspiracją dla zapachu nie była podróż geograficzna, a sen Pierre’a, w którym to właśnie tam się przeniósł. W środku instrumentu poczuł i usłyszał wykonane z jasnego drewna bębenki wystukujące kojące i delikatnie rozbudzające dźwięki. Biały sandałowiec, białe prześcieradło, ciepła rozbudzona skóra i mleczność poranka. Intymna poezja Piano Santal.
Użyto tu nietypowych akordów i kombinacji. Nuta sandałowa to santalum album (sandałowiec biały) oddający swoją kremowością biel pościeli, a jasną drzewnością wnętrze fortepianu. Co dzieje się dalej? Ktoś wnosi wielką filiżankę kawy rozbieloną i uniesioną pianką gorącego mleka. Stawia na łóżku obok rozgrzanej skóry. Aromaty się mieszają w coś zmysłowego, słodkiego, fizjologicznego i leniwego. Jeśli po tej scenie nastąpi zbliżenie będzie to zdecydowanie zbliżenie w wersji slow. Ciekawym zabiegiem zastosowanym przez kompozytora zapachu Jeana Jacques’a było dodanie – dla podkreślenia cielesnej pikanterii - szczypty kminku. Baza zapachu tonie w białych piżmach i ambroksanie, tak jak my mając go na skórze toniemy ponownie w białej puchatej pościeli. Uważajcie na kawę! To mleko było gorące!
Kompozycja drzewna
Ciepła, cielesna, kremowo-słodka
Nuty: biały sandałowiec, cedr, białe piżmo, bergamotka, ambroksan, kminek, gorące mleko, rozgrzana skóra
W Quality